niedziela, 1 października 2017

+/- Chelsea 0:1 Manchester City

Tym razem od piłkarzy Chelsea otrzymaliśmy zupełny kontrast w przeciwieństwie do środowego spotkania z Atletico. Bywa i tak, lecz faktem jest to, że po siódmej kolejce Premier League możemy się znaleźć nawet na 6 miejscu. Tragedii nie ma ale kilka wniosków wyciągnąć trzeba.

 Drużyna Conte wyszła na plac boju po niewyobrażalnie ciężkim meczu w Madrycie, natomiast City grało dzień wcześniej i to z dużo słabszym rywalem niż Atletico. Mogło i miało to duży wpływ na postawę poszczególnych zawodników, lecz od mistrza kraju należy wymagać odpowiedniego przygotowania do takich sytuacji. Antonio próbował przetasować składem tak, by wyciągnąć z piłkarzy absolutne maksimum. Dlatego też w trójce stoperów zagrał Rudiger i Christensen (zastępujący Luiza) a na prawej stronie jako wahadłowy zagrał Cesar Azpilicueta. Reszta pozostała bez zmian.

Na murawie szybko dało się zauważyć kto ma więcej zakwasów w nogach. Mimo wyrównanego początku to piłkarze Guardioli pociągali za sznurki i dominowali stwarzając sobie sytuacje. Po stronie Chelsea szarpał tylko Hazard i Morata. Morata już na początku gry mógł otworzyć wynik strzałem głową. Hiszpan jednak zawiódł i w dość prostej jak dla niego sytuacji nie trafił nawet w bramkę. Potem naciągnął mięsień czworogłowy uda i zakończył mecz. Za niego wszedł Willian i zaczęła się katastrofa.

Działo się to o czym piszę od początku obecnego sezonu. Mamy przysłonięte oczy na grę Alonso w defensywie ponieważ świetnie gra do przodu. Wczoraj jednak z przodu nie zagrał wcale a grę w defensywie ciężko oceniać. Najsłabszy piłkarz Chelsea w tym meczu. Najsłabszy na równi z Willianem który zastąpił kontuzjowanego Moratę. Od pierwszego kontaktu z piłką dało się zauważyć, że Brazylijczyk nie był gotowy do wejścia na murawę. Dużo strat, mnóstwo złych wyborów i w ogólnym rozrachunku zero jakości w grze ofensywnej. Trzeba jednak pamiętać, że role miał nietypową bo zagraliśmy bez napastnika ale rzadko kiedy zaliczał on aż tak słabe występy.

Na wielkie wzmocnienie wyrasta nam za to Andreas Christensen. Myślę, że po tym występie komentatorzy przestaną przekręcać jego nazwisko na Christiansen. Duńczyk zagrał fenomenalnie. Świetnie się ustawiał, był mocny siłowo (blok na Jesusie - majstersztyk) i potwierdził słowa Conte, który stwierdził iż Christensen jest już gotowy do gry na takim poziomie. Świetny występ. Zaraz po nim dobrym występem pochwalić się może Courtois. Mimo wpadki z wybiciem piłki wprost w Jesusa, Belg miał potem kilka kluczowych interwencji. Przy bramce bez najmniejszych szans.

Kiepsko wyglądał natomiast Cahill. Trudno było w ogóle zauważyć, że jest na boisku. Antonio Rudiger natomiast przeplatał dobre interwencje z gorszymi. Kilka razy dał się wyprzedzić lub nie trzymał linii spalonego ale nie raz zatrzymywał strzały Silvy i przede wszystkim zapobiegł utracie drugiego gola wybijając piłkę z linii bramkowej. Azpilicueta odzwyczajony od wahadła zagrał przeciętnie. W tyłach dobrze - a z przodu raczej nie miał zbyt wiele możliwości. Zmiany na Pedro i Batshuayi'a nie zrobiły żadnej różnicy w grze.

Generalnie Chelsea w ofensywie zagrała totalny piach. Przegrywaliśmy środek pola przez co odcinany od gry był Hazard. Z początku dobrze wyglądał Bakayoko, ale szybko zabrakło mu pary w płucach i nie odzyskał jej już do końca spotkania. Podobnie zresztą jak Kante i Fabregas. Zwłaszcza ten pierwszy na razie zawodzi nas w tym sezonie. 

Przyda się chłopakom przerwa reprezentacyjna. Zadyszka graczy Conte to pierwszy skutek słabego okienka transferowego. Na tle mocno obsadzonego składu City wypadliśmy bladziuteńko. Co nas nie zabije to nas wzmocni - przecież było tylko 0-1.