wtorek, 16 maja 2017

+/- Chelsea 4-3 Watford

Widzieliście kiedyś piknik organizowany o godzinie 21:00? Tak właśnie wyglądało to poniedziałkowe spotkanie na Stamford Bridge. Piknik, hulanki i swawola.

Fajnie było widzieć Stamford tak radosne. Mistrzowska feta co prawda dopiero podczas meczu z Sunderlandem, ale szpaler dla mistrzów robili także gracze Watfordu.

Fajnie było też zobaczyć wreszcie graczy rezerwowych w wyjściowym składzie. Gorzej było jednak oglądać ich grę. Tym razem nie będzie to tak radosny wpis jak ostatnio. Co prawda z przodu Batshuayi wspomagany Hazardem i Willianem wyglądali dobrze, to o grze w defensywie Zoumy czy Ake najlepiej byłoby nie powiedzieć nic. Zouma odkąd wrócił na boisko po kontuzji wygląda katastrofalnie. Gra ociężale, na ciągłym ryzyku, a w kluczowych momentach na alibi. Miał współudział przy drugim i trzecim golu rywali (chociaż równie ciężko określić gdzie był gdy Terry popełniał błąd). Przy pierwszym mógł w bardzo prosty sposób przerwać akcję rywali a strącił piłkę pod nogi Janmata, który następnie zwodem "na raz" wywiódł Ake i zdobył gola. Trzeci gol dla Watford to wrzutka... i co robi Zouma? Był najlepiej ustawionym graczem w niebieskiej koszulce a zachował się jakby nie wiedział jaki rodzaj sportu właśnie uprawia. Johna Terrego ciężko oceniać. Zdobył gola, zawalił gola, ale generalnie był chyba najlepszym obrońcą w tym spotkaniu.

W środku pomocy grali Kante i Chalobah. O ile o poziom Kante nie trzeba się martwić, tak Chalobah wczoraj przy nim wyglądał równie dobrze, zdecydowanie plus. Występował na boisku również Kenedy. Występ przyzwoity, choć widać było, że nie do końca wie na jakiej pozycji gra. Nie przygotowany na grę zarówno z tyłu jak i z przodu. Begović nie ma w tym sezonie szczęścia. Dwa ostatnie mecze - pięć straconych goli. Gracz meczu jak dla mnie to Azpilicueta.

Plus przyznaję kibicom. Szampańska atmosfera i godne podziękowania dla trenerów i piłkarzy.
Dla mistrzów.