sobota, 21 października 2017

+/- Chelsea 4:2 Watford

Cóż to był za szalony mecz. Przez wiele minut drżeliśmy o wynik i mieliśmy do tego sporo powodów. Finał finałów 3 punkty zostały na Stamford Bridge i uśmiechy - choć jeszcze dość przyćmione, wróciły na twarze fanów The Blues. To jest największy plus tego spotkania.

Antonio Conte powtarzał przed tym meczem, że ma kłopot w środkowej części swojej taktyki. Kontuzjowany jest Kante, Drinkwater i ponoć z lekkim urazem zagrał Bakayoko. Z  tyłu grał Rudiger Cahill i Luiz. Azpilicueta na boku z Rudigerem zaliczyli poprawne występy. Rudiger do momentu otrzymania żółtej kartki był nie do przejścia, a Cesar Azpilicueta grał na swoim stałym porządnym poziomie. Generalnie gol na 1-1 dla gości można nazwać przypadkowym. Natomiast od 46 minuty zdawać by się mogło, że obrońcy nie wyszli na drugą połowę. Dwie szybkie akcje Watfordu w tym jedna bramkowa i goście wyszli na prowadzenie. Prócz zderzających się ze sobą Fabregasa i Cahilla przy tym golu zawinił Bakayoko, który stracił piłkę w środku oraz Alonso, którego w ogóle nie widzieliśmy w tej akcji mimo, że strzelcem gola był schodzący z prawej strony prawy pomocnik Szerszeni. Ogólnie ciężko jest stwierdzić czy Alonso w tym meczu grał. W formacji obronnej skupię się jednak na Bakayoko. Wedle ustawienia wynikało, że Francuz miał zastępować nominalną pozycję Kante. Jeśli mógłbym używać wulgaryzmów to z pewności by ich tu nie brakowało. Jego występ nazwać mizernym to jakby nic nie powiedzieć. Po meczu z Romą pisałem, że potrafi grać w kratkę nawet podczas jednego meczu. Tym razem zdecydowanie grał bardzo stabilnie. Szkoda tylko, że na fatalnym poziomie. Co chwilę tracił piłkę i kładł się z krzykiem błagającym o rzut wolny. Źle i niecelnie podawał w przód a jedyne celne zagrania miał do tyłu. W odbiorze kompletnie niewidoczny. Bakayoko wyglądał dziś jakby nie miał ochoty w ogóle grać w piłkę. Trudno tłumaczyć jego występ "lekkim urazem" ponieważ pierwsze minuty miał dość energiczne i do końca meczu nie poprosił o zmianę, a do cieszynek po bramkach biegł szybciej niż za którymś ze środkowych pomocników Watfordu. Patrząc na to, że jego partnerem w pomocy był ofensywnie nastawiony Fabregas - w środku mieliśmy ogromną czarną (dosłownie) dziurę.

Sam Fabregas zaliczył parę dobrych zagrań, jednak każdy zapamięta tylko zmarnowaną setkę przy wyniku 1-0. Gwiazdą tego meczu nie został także Alvaro Morata. Nasz podstawowy napastnik zaliczył najsłabszy występ od pojawienia się w Londynie. Do swojej dobrej formy wraca natomiast Pedro - w mojej opinii najlepszy gracz Chelsea w tym meczu. Wraz z Hazardem szarpał i ciągnął do przodu. Zaliczył asystę przy pierwszym golu Batshuayi'a no i zdobył gola kolejki (o ile nie miesiąca). Świetny występ. Podobnie jak Hazarda, jednak Belg z każdą minutą drugiej połowy wygasał.

Tu przystanę na ocenie Antonio Conte. Włoch wraz z gorszymi wynikami zespołu stał się również bardziej opanowany przy ławce trenerskiej. Zafrasowana mina odzwierciedlała poczynania piłkarzy na boisku. Mimo to Conte robił co mógł i tak poprzestawiał drużynę aż w końcu coś zaskoczyło i zaliczyliśmy świetny come back z 1-2 na 4-2. Włoch przesunął Azpilicuetę na lewą stronę, wpuścił Williana, Basthuayi'a i Zappacostę. Każdy z rezerwowych miał swój udział przy trzech golach zdobytych w drugiej połowie. Swój blask odzyskał Michy - pierwszy gol klasa światowa. Mimo muru defensywnego graczy Watfordu potrafił poruszać się w polu karnym rywali i stwarzał sobie okazję przy czym dwie udało się wykorzystać. Usta krytykom chyba na chwilę zamknął też Willian który zaasystował przy golu Azpilicuety i dobrze wprowadził się do gry.

Generalnie mecz był trudny. Watford był przed tą kolejką na pozycji numer 4 w tabeli Premier League i pod wodzą Marco Silvy spisują się świetnie. Zwyciężyliśmy ale gra pozostawia wiele do życzenia. Nie będę ukrywał, że wiele razy łapałem się za głowę i przygryzałem wargi gdy widziałem tą bezradność Chelsea. Koniec końców leżący na deskach zespół potrafił się podnieść i zadał potężne ciosy. To na pewno odbuduje morale i wpompuje pozytywną siłę w żyły Antonio Conte.