To już czas na drugi wpis w naszej serii pt. "Moje najmilsze wspomnienia z Chelsea" w której to nasi fani mogli wziąć udział w blogowym konkursie. Przed Wami praca, która zajęła drugie miejsce autorstwa Tomasza Serwety!
Moim najmilszym wspomnieniem z Chelsea jest
zdecydowanie sięgnięcie po puchar UEFA Champions League przez naszą kochaną
drużynę. Kiedy po wyeliminowaniu Barcelony w półfinale z Ligi Mistrzów na
następny dzień dowiedziałem się że przyjdzie nam się zmierzyć z Bayernem Monachium
wiedziałem, że zadanie nie będzie łatwe ale wierzyłem,
że po raz pierwszy w historii zdobędziemy ten tytuł. W pamięci utkwiła mi seria
rzutów karnych z finału w roku 2008. Dokładnie pamiętam kiedy nasza legenda
podeszła z piłką do decydującego rzutu karnego, byłem pewny że to trafi, kiedy
brał rozbieg schowałem głowę pod kołdrę i nasłuchiwałem czy trafi czy nie,
kiedy wychyliłem głowę spod kołdry zobaczyłem, że John się poślizgnął i trafił
w słupek, a kiedy po dalszej serii jedenastek okazało się że przegraliśmy,
rozpłakałem się i nie mogłem spać przez całą noc rozpamiętując rzut karny Johna
Terrego. Jednocześnie te karne były moim najsmutniejszym wspomnieniem z Chelsea.
Wiedziałem jednak że ten dzień będzie magiczny i odegramy się za tamten finał.
Miałem wtedy 12 lat i doskonale pamiętam ten dzień, siedziałem w salonie owinięty
szalikiem, ubrany w strój Chelsea, a w ręce trzymałem swojego misia Chelsea,
którego dostałem od taty w prezencie na 10 urodziny. Pierwsza połowa nie była
dla nas zbyt dobra, Bayern napierał a my staraliśmy się grać z kontry i
zagrywać górne piłki na naszego "Asa" czyli Didiera Drogbę. Druga
połowa w naszym wykonaniu wyglądała troszkę lepiej ale Bayern miał swoje groźne
sytuacje i niestety wykorzystał jedną z nich w 83 minucie, bramkę strzelił
Muller, po bramce zacząłem się modlić abyśmy wyrównali i abyśmy wygrali ten
finał. Nareszcie nadeszła minuta 88 kiedy nasz "As" po dośrodkowaniu
Juana Maty wbił mocno piłkę głową do siatki, pamiętam, że wybiegłem z salonu
otworzyłem okno w pokoju i zacząłem się cieszyć jak dziecko, bo w sumie byłem
dzieckiem. Następnie zostałem okrzyczany przez swoich sąsiadów za krzyki ale
mnie to nie obchodziło, bo byłem zbyt bardzo szczęśliwy i myślałem tylko o
wygranej. Nadeszła dogrywka i tuż po rozpoczęciu w 95 minucie po faulu na
Riberym doszło do karnego dla Bayernu pomyślałem sobie, że jak Robben strzeli,
niestety przegramy ten finał, ale na nasze szczęście świetną interwencją
popisał się Petr Cech. W końcu po dogrywce nadszedł czas na rzuty karne, byłem
bardzo zestresowany ale miałem wielką nadzieje że wygramy. Pierwszego karnego
strzelił Lahm, następnie do piłki podszedł Juan Mata i niestety nie wykorzystał
jedenastki. Modliłem się tylko o to aby Cech coś obronił przy najbliższych 3
strzałach ale niestety Gomez i Neuer trafili swoje jedenastki podobnie jak
David Luiz i Lampard. Kiedy karnego nie trafił olić byłem wniebowzięty bo
wiedziałem, że jest szansa na wygranie tych karnych. Następnie karnego strzelił
Ashley Cole i udało nam się wyrównać w tych karnych. Kiedy powolnym krokiem do
piłki podchodził Schweinsteiger wiedziałem, że jest niepewny i że nasz bramkarz
obroni ten rzut karny i kiedy po sparowaniu piłki na słupek, Petr Cech obronił
tego karnego wiedziałem, że nasza legenda nie spudłuje tego karnego, ale miałem
w oczach strzał Terrego z poprzedniego finału i byłem lekko zaniepokojony.
Kiedy uderzył i piłka toczyła się do bramki a Neuer rzucił się w drugą stronę,
zacząłem płakać ze szczęścia, biegałem po całym domu z moim misiem i szalikiem,
wymachiwałem nimi jakieś 20 minut i wciąż było mi mało, była to jedna z najszczęśliwszych chwil w moim życiu i wiem że nigdy tego nie zapomnę, większej
radości nigdy nie przeżyłem, bo po prostu kocham Chelsea od najmłodszych lat i
nigdy nie przestane im kibicować, moim marzeniem jest zagrać w Chelsea, choć
wiem że to będzie trudne, to i tak wciąż mam nadzieję że kiedyś się tam znajdę.