Szok? Niedowierzanie? Chelsea przegrywa na własnym boisku z broniącym się przed spadkiem zespołem Crystal Palace. To jest właśnie urok Premier League.
Wejście w to spotkanie mieliśmy znakomite, akcja z lewej strony pola karnego Hazarda, wejście na krótki słupek Fabregasa i było 1-0. Kibice w dość piknikowym nastroju klaskali i wszystko wskazywało na kolejny krok w marszu po mistrzostwo. Nic bardziej mylnego. Nie chciałbym spisywać na minus całej linii obronnej The Blues. Jeśli ktoś dokładnie oglądał spotkanie to wie, że nie miała ona zbyt dużo pracy w tym meczu. Przy obu bramkach dla gości również ciężko było zrobić coś więcej. Brakło przy nich odrobiny szczęścia, natomiast mieli je gracze Palace. Choć głównie to indywidualne umiejętności Zahy i Benteke dały im bramki, to przy obu fatalnie zachował się Pedro. Hiszpan zastępował kontuzjowanego Victora Mosesa w roli wahadłowego, i szybko przekonaliśmy się jak bardzo się do tego nie nadaje. Przy pierwszym golu, to fatalne wybicie piłki z okolic własnego pola karnego, wszerz boiska(!) niecelnie do Maticia, potem piłkę dostał Zaha, który z dwójką obrońców na plecach zdołał strzelić bramkę. Drugi gol dla Palace to strata Pedro tym razem przed polem karnym gości. Świetna kontra Benteke i Zahy, Benteke w sytuacji sam na sam podcinką pokonał Courtoisa, i było 1-2. Bez przyzwoitego w defensywie Mosesa obrona się pogubiła.
Mecz przebiegał pod dyktando Chelsea, i choć w pierwszej połowie graliśmy z polotem, kombinacyjnie i tylko pech i fantastyczna postawa Henneseya sprawiło, że piłka nie wpadła do bramki tak w drugiej połowie było to klasyczne bicie głową w mur. Na plus za pierwszą połowę zdecydowanie Hazard nad którym rozpływali się angielscy eksperci( breathtaking game by Hazard!) i Fabregas, który do spółki z Edenem grali wyśmienicie. Jak jeszcze w pierwszej połowie uderzaliśmy w światło bramki tak w drugiej już gra Chelsea wyglądała w sposób monotonny. Rozrzucanie piłki do prawej/lewej strony, i płaskie ostre wstrzelenie piłki w pole karne. Nie wiem ile takich akcji było w tym spotkaniu ale wydaje mi się, że milion. Żadna z nich nie przyniosła gola, a Diego Costa wyglądał jakby ktoś odciął mu nogi. Zupełnie nie potrafił się odnaleźć przy tego typu sytuacjach a przecież przywykliśmy do tego, że zawsze gdzieś w zamieszaniu potrafił znikąd wsadzić piłkę do bramki. Zdeydowany minus. Bardzo trudno ocenić i rozdawać plusy i minusy za wczorajszy mecz, prędzej rozdałbym je po stronie Palace(fenomenalny występ Sakho). Biliśmy głową w mur, i go nie przebiliśmy. Tottenham odrobił 3pkt i to jest bardzo duży minus.

