Pragniemy Was zaprosić na nowy cykl na naszym blogu, w którym pokrótce przedstawimy Wam podsumowanie ubiegłej kolejki Premier League. Miłego czytania!
#TOP6:
Manchester United - Bournemouth 1:1
Jako pierwsi spośród drużyn tzw. TOP6 w 27 kolejce Ligi Angielskiej wybiegli piłkarze Jose Mourinho, którzy podejmowali ekipę z Arturem Borucem w bramce. I to właśnie ten piłkarz wpłynął najbardziej na wynik spotkania. Pierwsze 15 minut to zmasowane ataki Czerwonych Diabłów, ale na bohatera spotkania wyrastał były już reprezentant Polski. Bramka padła dopiero w 23 minucie, po dostawieniu nogi przez Marcusa Rojo po strzele Valencii. Manchester stanął, a "Wisienki" dążyły do remisu, i tak w 40 minucie słusznie podyktowanego karnego dla gości wykorzystał Joshua King. Wiele działo się w końcówce 1 połowy, po brzydkim zachowaniu Taylora Mingsa w stosunku do Ibrahimovicia, Szwed, jak to miewa w zwyczaju, postanowił się zemścić i uderzył Anglika łokciem przy następnej okazji. Ku zaskoczeniu, sędzia Friend okazał się prawdziwym "kolegą" dla obu panów i nie dał im żadnej żółtej kartki. Nie oszczędził on natomiast Andrew Sturmana, i ten wyleciał z boiska za dwie żółte. W drugiej połowie Bournemouth dzielnie broniło się, a gospodarze byli bezradni. Fatalne zawody w swoim wykonaniu rozgrywał Zlatan, co udowodnił źle wykonanym rzutem karnym, w konsekwencji czego bohaterem spotkania został Artur Boruc. United pozostają na 6 miejscu.
Tottenham - Everton 3:2
W niedzielne popołudnie jako pierwsi na boisku pojawili się piłkarze Tottenhamu i Evertonu. W 20 minucie meczu dał o sobie znać Harry Kane, który pokazał dlaczego jest uznawany za najlepszego napastnika w Anglii. Po indywidualnej akcji i strzale z dystansu zdobył piękną bramkę dla gospodarzy. 10 minut po przerwie fatalny błąd popełnili Schneiderlin oraz Williams i swoją drugą bramkę zdobył Kane, po asyście Delego Alli. Prawdziwe emocje czekały na nas w ostatnim kwadransie. Najpierw błąd Verthongena wykorzystał Lukaku i zdobył tym samym swoją 18 bramkę w sezonie, a w doliczonym czasie gry, sprytnie rozegrany rzut wolny, zamienił na bramkę Dele Alli. Ostatnim akordem meczu okazała się jednak bramka Ennera Valencii, który ustalił wynik spotkania na 3:2. Tottenham jest wiceliderem.
Sunderland - Manchester City 0:2
Dwie godziny po meczu Kogutów, do walki stanęli podopieczni Pepa Guardioli. "Obywatele" pauzowali tydzień temu ze względu na finał Pucharu Ligi. Tym razem zmierzyli się oni na Stadium of Light z Sunderlandem. Mecz rozpoczął się niespodziewanie od groźnej sytuacji Czarnych Kotów. W 12 minucie strzał w słupek oddał najlepszy strzelec drużyny, Defoe. Później kontrolę nad spotkaniem objęli goście, czego skutkiem była bramka Sergio Aguero. Argentyńczyk wrócił do pierwszej 11 po 3 spotkaniach na ławce. Druga połowa również toczyła się pod dyktando faworytów, a wynik ustalił Leroy Sane, po szybkiej akcji i asyście Davida Silvy. City są na 3 pozycji, ale mają mecz mniej od Tottenhamu.
Liverpool - Arsenal 3:1
Hit kolejki rozgrywał się na Anfield. W Liverpoolu gościł Arsenal. Obie drużyny bezpośrednio walczą o miejsce gwarantujące grę w Champions League, więc wynik tego pojedynku mógł znacznie wpłynąć na końcowy układ tabeli. Arsenal wyszedł na boisko bez swojej gwiazdy - Alexisa Sancheza, który pojawił się na boisku dopiero w drugiej części gry. Liverpool świetnie zaczął to spotkanie, bo już w 9 minucie po wrzutce Mane piłkę między nogami przepuścił Coutinho, a ta trafiła do Roberto Firmino który znakomicie wykończył akcję. Na nic się zdało szukać akcji Arsenalu, to Liverpool ciągle przeważał i stwarzał okazję. Jedną z nich kapitalnie wybronił Petr Cech przy strzale z dystansu Coutinho. Cech jednak nie miał już nic do powiedzenia przy golu Mane z 40 minuty. Senegalczyk dostał świetną piłkę od Firmino na bok pola karnego gdzie nie było żadnego z obrońców The Gunners, i mocnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Do przerwy 2-0. Na drugą połowę Sanchez już wyszedł, i to on asystował przy golu Welbecka z kontrataku. Mecz się wyrównał, ale to nadal gospodarze stwarzali lepsze sytuacje. W 83 minucie po strzale głową Origiego piłka trafiła w słupek. Natomiast znalazła się w siatce w 91 minucie. Po rozpaczliwym ataku Arsenalu, piłka trafiła do Lallany w środku boiska, gracze LFC wyszli trzech na trzech, a po dograniu Origiego piłkę do bramki wpakował Wijnaldum, który wbił gwóźdź do trumny londyńczykom. 3-1 dla Liverpoolu i to oni zajmują 4 miejsce z przewagą 2 punktów nad Arsenalem.
Reszta stawki:
Stoke - Middlesbrough 2:0
Faworytem spotkania byli Garncarze, którzy walczą o zakończenie kolejnego sezonu w górnej połówce tabeli. Spotkanie od początku biegło pod ich kontrolą, a sprawa zwycięstwa rozwiązała się w pierwszej połowie, po dwóch bramkach Marco Arnautovicia. Przy obu bramkach swoją rolę odegrali słabo dysponowani obrońcy beniaminka. Uwagę przykuwał świetny występ młodego Egipcjanina, Sobhiego. Oj będą ludzie z tego grajka!
Watford - Southampton 3:4
Fenomenalne widowisko zobaczyli kibice będący świadkiem spotkania Watfordu ze Świętymi. Worek z bramkami otworzył już w 4 minucie Deeney, ale jeszcze przed przerwą Southampton wyszło na prowadzenie po golach Tadicia oraz Redmonda. W 79 minucie do remisu doprowadził Włoch, Stefano Okaka, ale wtedy obudził się niezawodny do tej pory, Manolo Gabbiadini. Na 4:2 podwyższył ponownie Redmond, a wynik ustalił Doucoure. To była prawdziwa Premier League!
West Brom - Crystal Palace 0:2
Do niespodzianki doszło na The Hawthorns, gdzie świetnie w tym sezonie spisujący się piłkarze West Brom doznali porażki z nisko latającymi Orłami Sama Allardyce. Po słabej pierwszej połowie, w drugiej prowadzenie gościom dał jeden z lepszych zawodników tej drużyny, Wilfried Zaha. Ataki The Baggies nie przynosiły efektów, a w 84 minucie piękną, indywidualną akcje przeprowadził Andros Townsend i ustalił wynik na 2:0 dla gości.
Leicester City - Hull City 3:1
Jak się okazuje, mimo przeczących wypowiedzi piłkarzy Leicester jakoby grali przeciw Claudio Ranieriemu, dopiero po zwolnieniu Włocha, obecna drużyna mistrza Anglii zaczęła grać poważną piłkę. W ubiegłym tygodniu w świetnym stylu pokonała Liverpool 3:1, a w opisywanej przez nas 27 kolejce uzyskali taki sam wynik, tym razem przeciw broniącym się przed spadkiem Hull City. Mimo iż od początku spotkania widać było dominację graczy Leicester, to Tygrysy ukąsiły jako pierwsze. Świetną kontrę przeprowadzoną przez Niassa i Kamila Grosickiego wykończył Clucas. Od tej pory prawo głosu jednak należało do Lisów, których zaciekłe ataki udało się przełożyć na bramkę w 26 minucie za sprawą Fuchsa. Po bramce Leicester wciąż przeważało, a w 59 minucie można było ujrzeć pewien "flashback" z występów Riyada Mahreza z ubiegłego sezonu. Algierczyk wybitnie wkręcił w ziemie Robertsona i z dystansu pokonał bramkarza Hull. Od tego momentu to Tygrysy przejęły inicjatywę, jednak grali bardzo nieskutecznie i często niedokładnie. W końcówce spotkania rozkojarzony Tom Huddlestone wbił sobie swojaka, i to Leicester jest teraz bliżej utrzymania. Swansea - Burnley 3:2
Świetne spotkanie oglądali kibice na Liberty Stadium w Walii gdzie Swansea podejmowała Burnley. Strzelanie rozpoczął będący w wybitnej formie Fernando Llorente, który po świetnej wrzutce Fera zdobył bramkę głową. 8 minut później, w 20 minucie gry, sędzia Taylor pomylił koszulki piłkarzy, gdy o rzucie rożnym dla Burnley, podyktował rzut karny dla Burnley za zagranie ręką w polu karnym gracza Burnley. Absurdalną sytuację wykorzystał Andre Gray i było 1-1. Ten sam piłkarz w 61 minucie dał prowadzenie przyjezdnym, świetnie uderzając piłkę do siatki Fabiańskiego po wspaniałym przyjęciu tyłem do bramki. Swansea odpowiedziała w równie pięknym stylu kiedy to Gylfi Sigurdsson asystował piętką przy strzale Olssona w okienko bramki. 2-2. Kiedy wydawało się, że zespoły podzielą się punktami, kolejną dobrą wrzutkę wykorzystał Llorente i zapewnił gospodarzom wartościowe 3 punkty w walce o utrzymanie.
PEŁNA TABELA PREMIER LEAGUE TUTAJ.
