niedziela, 20 maja 2018

+/- Chelsea 1:0 Manchester United


Był to ostatni mecz Chelsea w sezonie 2017/18. Po przeciętnych rozgrywkach graliśmy z wicemistrzem Anglii, czyli Manchesterem United. Mecz nie zapowiadał się tylko jako starcie dwóch uznanych firm, lecz pojedynek trenerów, którzy mimo oficjalnego zakończenia sporu nadal za sobą nie przepadają. Ekipa The Blues wyszła w swoim najsilniejszym składzie, a Giroud oczywiście znalazł się w podstawowej jedenastce. W drużynie rywala od pierwszego gwizdka zagrał tylko jeden były piłkarz Chelsea. Był to Nemanja Matić. Dwóch pozostałych czyli Juan Mata i Romelu Lukaku zasiedli na ławce. Taktyka na ten mecz była bardzo prosta, mądra gra w obronie i długa piłka w kierunku Giroud, który miał zgrać do Hazarda, a Ci sami mieli kończyć owe kontrataki. 

Według mnie zdecydowanym bohaterem meczu został N'golo Kante. Zagrał wręcz bajeczne zawody. W środku pola był nie do przejścia. Sposób w jaki odbierał piłki i czytał grę, samoistnie składała ręce ku oklaskom. Razem z nim poniżej poziomu nie zszedł Eden Hazard i Thibaut Courtois. Ofensywny zawodnik dawał dużo pewności z przodu i swoją przebojowością notorycznie nękał obronę Czerwonych Diabłów. Strzelił jedyną bramkę po świetnej, indywidualnej akcji. Goalkeeper wielokrotnie ratował swoich kolegów z opresji, popisując się ponadprzeciętnym refleksem. 

Cała linia defensywna zagrała zaskakująco dobrze. Nawet Gary Cahill, który w ostatnich meczach odbiegał poziomem, stanął na wysokości zadania. Niewątpliwym pozytywem był Rudiger. Moim zdaniem najlepszym wsród wszystkich stoperów. Nie dał rozwinąć skrzydeł żadnemu z ofensywnych piłkarzy United. Marcos Alonso mógł podwyższyć prowadzenie, niestety piłkę miał na swojej gorszej nodze i oddał anemiczny strzał w stronę Davida De Gea. 

Nie zawiodły nawet najmniej pewne elementy w układance Conte czyli Fabregas i Bakayoko. Po Hiszpanie było widać zaangażowanie, którego brakowało w sezonie zasadniczym, natomiast Francuz, pomimo nielicznych strat pomagał Kante i destrukcji. Na szpicy zagrał Giroud, ale mimo, że piłkarzem Chelsea jest od niedługiego czasu to zdążył przyzwyczaić, ze na boisku zostawia serducho. 

Mecz został wygrany i puchar trafił do klubowej gabloty. Czy to uratowało sezon? To pytanie pozostawiam Wam. Według mnie Włoch zasługuję, żeby dokończyć kontrakt i popracować jeszcze jeden rok na Stamford Bridge.