Przerwy reprezentacyjne są dla sztabów szkoleniowych poszczególnych klubów zmorą i koszmarem. Dla Chelsea przerwa po zwycięstwie nad United przyniosła kontuzję Michy'ego Batshuayi'a lecz siła i morale zespołu nie spadły. Pokaz tej siły gracze Chelsea zaprezentowali na The Hawthorns.
Conte nastawił się na ten mecz jak na rozbijanie muru i wystawił pierwszy skład. Gracze WBA z Krychowiakiem w składzie znani z defensywnej gry tym razem jednak byli kruszeni od początku meczu. Choć ten początek zdawał się być trudny - fatalne krycie Cahilla i Christensena doprowadziło do bramki dla gospodarzy, jednak na szczęście był nieduży ofsajd. Wciąż nie gra David Luiz choć tym razem był na ławce rezerwowych. Nadal nie ma oficjalnych i potwierdzonych informacji o co tak naprawdę rozeszło się między Conte a Brazylijczykiem. Nikt na razie tym się nie przejmuje bo był to trzeci ligowy mecz z rzędu bez straty gola. Media słusznie skupiły uwagę nie tylko na kolejny świetny występ Christensena, lecz także na doskonałą postawę Garego Cahilla (wreszcie!), który toczył cięzki bój z Rodriguezem.
Ustawienie z Kante Bakayoko i wysuniętym Fabregasem poraz kolejny zdało sprawdzian. O ile lepsi rywale mogą próbować odciąć Cesca od podań, to zupełnie niespodziewanymi wejściami w ofensywę popisuje się Bakayoko. Nim do składu wrócił Kante te jego wyjścia nie były zbyt mądre - teraz świetnie mieszają w głowach obrońcom rywali co daje więcej możliwośći dla Hazarda i Moraty. Ta dwójka gra ze sobą wybornie. Wymienili się asystami, do tego gola dołożył Alonso i w przerwie można było zakończyć mecz.
Takiej gry oczekiwaliśmy i taką dostaliśmy. Na twarzy Conte wróciła pewnośc siebie a piłkarze znów wyglądają świeżo. To dobrze wróży bo w nieco ponad tydzień rozegramy kolejne trzy mecze.
