Środek pola Chelsea w trakcie kontuzji N’Golo Kante w niczym nie przypomina
monolitu z zeszłego sezonu. Część kibiców mogła zatęsknić na Nemanją Maticiem.
Inni na pewno wyklinali zarząd za brak odpowiednich transferów (co nie do końca
jest prawdą – Bakayoko i Drinkwater to wartościowe uzupełnienia kadry, ale
kontuzje nie pozwalają nam zobaczyć ich w optymalnej dyspozycji). Na pewno
żaden fan nie liczył na to, że lukę po niewysokim Francuzie wypełni Cesc
Fabregas.
W czasie nieobecności Kante Antonio Conte starał się
ulepić ofensywną linię pomocy z Fabregasem i Bakayoko, ale rezultat okazał się
mizerny. Eksperyment z Davidem Luizem dawał większe nadzieje, szczególnie w
meczu z Romą na Stamford Bridge. Dopóki długowłosy Brazylijczyk był na boisku
Chelsea potrafiła odpierać ataki włoskiego zespołu. Jednak było widać, że
defensywny pomocnik nie jest jego ulubioną pozycją. Duet Fabregas – Bakayoko
nie prezentował się wystarczająco dobrze i to w tym elemencie gry drużyny z Fulham
Road należy upatrywać przyczyny przeciętnych rezultatów w ostatnim czasie.
Fabregas nigdy nie imponował w odbiorze piłki. To artysta, który dobrze czuje
się z futbolówką przy nodze. W Barcelonie i Arsenalu nie był odpowiedzialny za
powstrzymywanie ataków przeciwnika a przy formacji 1-3-4-3 dwóch walecznych
środkowych pomocników to niezbędne minimum. Hiszpan nie jest również
przyzwyczajony do trzymania odpowiednich odległości pomiędzy partnerami. Duże
przerwy pomiędzy nim a Bakayoko dawały przeciwnikom miejsce na rozwinięcie
ataku oraz strzały z dystansu. Poza tym większość drużyn wykorzystuje formacje,
w których na środku boiska biega trzech a nawet czterech piłkarzy. Roma ustawia
tam Nainggolana, Strootmana i De Rossiego; Tottenham – Winksa, Dembelego, Eriksena
i Dellego Alliego; Manchester City – Fernandinho, Davida Silvę i De Bruyne’a.
Oczywiście nie wszyscy mają zadania ściśle defensywne, ale zagęszczają środek
boiska zarówno w fazie ataku jak i obrony. Bakayoko to zdecydowanie za mało aby
powstrzymać 3 pomocników na światowym poziomie. Drepczący i niemłody Fabregas
zwykle udaje pressing i woli oszczędzać siły na ofensywę. To właśnie linia
pomocy, która pozwala przeciwnikowi na swobodne rozgrywanie akcji, nie zbiera
drugich piłek i nie wywiera presji na przeciwnikach wydaje się być przyczyną
niewielu czystych kont Chelsea w Premier League i Lidze Mistrzów.
Czy Fabregas nie powinien grać w ogóle? Nie, ale jego
miejsc jest wyżej. Idealnym rozwiązaniem wydaje się formacja 1-3-4-1-2 z dwoma
defensywnymi pomocnikami i Fabregasem za dwójką Hazard – Morata. Straciłyby na
tym ataki skrzydłami, ale zyskałby środek pola. Skład stałby się odpowiednio
zbalansowany, a bramka Courtois bezpieczniejsza. Jeśli Conte chce nadal grać
Fabregasem to musi zapewnić mu odpowiednie zabezpieczenie tyłów. Inaczej
Hiszpan daje mało w ofensywie i jeszcze mniej w obronie. Pomocnikiem o podobnej
charakterystyce jest Ever Banega w Sevilli – z piłką diament, bez piłki
bezużyteczny gruz. Odpowiednie zabezpieczenie dawali mu Krychowiak i Mbia, a
później Krychowiak i N’Zonzi. W ustawieniu z dwoma walczakami i jednym artystą
Sevilla była w stanie dominować w Lidze Europy.
Podsumowując – dobrze, że Kante wraca. Cały zespół
będzie mógł atakować z większą swobodą. Jeśli chodzi o Fabregasa to Conte nie
nauczy go już gry w obronie. Włoch musi pamiętać o jego ograniczeniach, jeśli w
pierwszej jedenastce ma panować balans między obroną a atakiem. Niech Conte
pozwoli mu tworzyć.
