sobota, 4 listopada 2017

Pozwólmy artyście tworzyć




Środek pola Chelsea w trakcie kontuzji N’Golo Kante w niczym nie przypomina monolitu z zeszłego sezonu. Część kibiców mogła zatęsknić na Nemanją Maticiem. Inni na pewno wyklinali zarząd za brak odpowiednich transferów (co nie do końca jest prawdą – Bakayoko i Drinkwater to wartościowe uzupełnienia kadry, ale kontuzje nie pozwalają nam zobaczyć ich w optymalnej dyspozycji). Na pewno żaden fan nie liczył na to, że lukę po niewysokim Francuzie wypełni Cesc Fabregas.

W czasie nieobecności Kante Antonio Conte starał się ulepić ofensywną linię pomocy z Fabregasem i Bakayoko, ale rezultat okazał się mizerny. Eksperyment z Davidem Luizem dawał większe nadzieje, szczególnie w meczu z Romą na Stamford Bridge. Dopóki długowłosy Brazylijczyk był na boisku Chelsea potrafiła odpierać ataki włoskiego zespołu. Jednak było widać, że defensywny pomocnik nie jest jego ulubioną pozycją. Duet Fabregas – Bakayoko nie prezentował się wystarczająco dobrze i to w tym elemencie gry drużyny z Fulham Road należy upatrywać przyczyny przeciętnych rezultatów w ostatnim czasie. Fabregas nigdy nie imponował w odbiorze piłki. To artysta, który dobrze czuje się z futbolówką przy nodze. W Barcelonie i Arsenalu nie był odpowiedzialny za powstrzymywanie ataków przeciwnika a przy formacji 1-3-4-3 dwóch walecznych środkowych pomocników to niezbędne minimum. Hiszpan nie jest również przyzwyczajony do trzymania odpowiednich odległości pomiędzy partnerami. Duże przerwy pomiędzy nim a Bakayoko dawały przeciwnikom miejsce na rozwinięcie ataku oraz strzały z dystansu. Poza tym większość drużyn wykorzystuje formacje, w których na środku boiska biega trzech a nawet czterech piłkarzy. Roma ustawia tam Nainggolana, Strootmana i De Rossiego; Tottenham – Winksa, Dembelego, Eriksena i Dellego Alliego; Manchester City – Fernandinho, Davida Silvę i De Bruyne’a. Oczywiście nie wszyscy mają zadania ściśle defensywne, ale zagęszczają środek boiska zarówno w fazie ataku jak i obrony. Bakayoko to zdecydowanie za mało aby powstrzymać 3 pomocników na światowym poziomie. Drepczący i niemłody Fabregas zwykle udaje pressing i woli oszczędzać siły na ofensywę. To właśnie linia pomocy, która pozwala przeciwnikowi na swobodne rozgrywanie akcji, nie zbiera drugich piłek i nie wywiera presji na przeciwnikach wydaje się być przyczyną niewielu czystych kont Chelsea w Premier League i Lidze Mistrzów.

Czy Fabregas nie powinien grać w ogóle? Nie, ale jego miejsc jest wyżej. Idealnym rozwiązaniem wydaje się formacja 1-3-4-1-2 z dwoma defensywnymi pomocnikami i Fabregasem za dwójką Hazard – Morata. Straciłyby na tym ataki skrzydłami, ale zyskałby środek pola. Skład stałby się odpowiednio zbalansowany, a bramka Courtois bezpieczniejsza. Jeśli Conte chce nadal grać Fabregasem to musi zapewnić mu odpowiednie zabezpieczenie tyłów. Inaczej Hiszpan daje mało w ofensywie i jeszcze mniej w obronie. Pomocnikiem o podobnej charakterystyce jest Ever Banega w Sevilli – z piłką diament, bez piłki bezużyteczny gruz. Odpowiednie zabezpieczenie dawali mu Krychowiak i Mbia, a później Krychowiak i N’Zonzi. W ustawieniu z dwoma walczakami i jednym artystą Sevilla była w stanie dominować w Lidze Europy.


Podsumowując – dobrze, że Kante wraca. Cały zespół będzie mógł atakować z większą swobodą. Jeśli chodzi o Fabregasa to Conte nie nauczy go już gry w obronie. Włoch musi pamiętać o jego ograniczeniach, jeśli w pierwszej jedenastce ma panować balans między obroną a atakiem. Niech Conte pozwoli mu tworzyć.